-Nats...
-Mówiłem, ze do znajomej! Możesz wstrzymać się z pytaniami?-wybuchem w pewnym momencie. Zapadła cisza nawet zacząłem się zastanawiać czy nie uraziłem szatynki.
-M-Masz racje. Przepraszam Natsu- wyszeptała dziewczyna. Spojrzałem w jej kierunku zdziwiony, ale po chwili rozpogodziłem się i złośliwie uśmiechnąłem.
-Nie przejmuj się dzieciaku.
-Hej! Nie jesteś aż tak wiele starszy ode mnie żeby tak mówić!-oburzyła się niebieskooka nadymając policzki. Kiedy tak robiła to nawet trochę przypominała Lucy.
~Kurde, o czym ty myślisz? Przecież nie jesteś wart uczuć tej blondyny~ skarciłem się w myślach. W końcu doszliśmy do wielkiego drzew w którym mieszkała Polucha.
-Jesteśmy-powiedziałem i zapukałem do drzwi. Już po chwili stanęła w nich wysoka, różowowłosa staruszka w czerwonym płaszczu.
-Czego tu chcesz?-zapytała wyraźnie poirytowana.
-Przyprowadziłem ją tak jak chciałaś-powiedziałem wskazując na szatynkę. Polucha spojrzała z ciekawością na Yourizirou i zaprosiła ja do środka,a gdy ja chciałem wejść zatrzasnęła mi drzwi przed nosem mówiąc żebym wracał.
-Co to ma być?!-wrzasnąłem. Chwile zastanawiałem się nad czekaniem na progu ale Polucha skutecznie przegoniła mnie za pomocą miotły. Wróciłem do Gildi i opowiedziałem o wszystkim przyjaciołom. Julie miała przejść przez trening pozwalający jej w pełni zapanować nad mocą. Następnego dnia do Gildii wparowała trójka magów i narobili bałaganu mówiąc, że dwoje z nic nniedawno trafili przez kogoś z nas do więzienia. Już chcieli zniszczyć naszą gildię gdy coś rzuciło nimi o ścianę, a gdy ponownie wstali zostali wyrzuceni przez okno przez jakąś cienistą postać. Z początku to coś wyglądało jak jakaś czarna mgła, ale po chwili stanęło w wejściu i można było dostrzec tego zarys. To coś miało męską sylwetkę, ciemne rozwiane włosy, świecące czerwone oczy i kły jak jakieś zwierze. Po chwili postać rozwiała się i zamieniła w wielka, cienistą bestię po czym uciekła.-Co to było?
Hejo!
Wybaczcie, że rozdział taki krótki, ale naprawdę nie miałam pomysłu.