czwartek, 23 kwietnia 2015

Rozdział 8 "Przeszłośc Julie"

-Ohayo- powitałam szatynkę siedzącą samotnie przy stole.
-Yo Lucy, jak było na misji?-zapytała Julie z uśmiechem.
-Nic ciekawego. Byłaś na jakiejś misji?
-Na jednej-westchnęła dziewczyna. Usiadłam obok i zaczęłam się jej uważnie przyglądać.
-Dlaczego? Wyglądasz na znudzoną.
-Bo mi się nudzi, ale Natsu gdzieś wybył i od czasu powrotu siedzi w domu.
-No a Gray?-Szatynka spojrzała na mnie spode łba
-Chcesz żebym naraziła się na gniew Juvii?-pokręciłam głową śmiejąc się.
-Skoro tak to może pójdziemy odwiedzić Natsu?
-Spoko-mruknęła Yourizirou wstając, zrobiłam to samo i ruszyłyśmy w stronę wyjścia.


<tymczasem Natsu...>
-Natsu wstań w końcu, to się robi niezdrowe-żalił się Happy.
-Jeśli chcesz rybę to sobie złów- mruknął Salamander leżący na hamaku.
-W takim razie idę- powiedział szczęśliwy kot wylatując z domu. Natsu zaś zaczął rozmyślać.
"-Jej moce odpowiadają zdolnością pewnego smoka, który zginął wiele lat temu-powiedziała
Poluchka
-A dokładniej?-dopytywał Natsu
-Garudantii, Smoka..."
-Natsu!-usłyszał wołanie znajomej dziewczyny.
-Możesz wejść Lucy!-zawołał nie ruszając się z miejsca.
-Natsu coś ci je...ałł- blondynka pisnęła upadając na podłogę.
-Lucy nic ci nie jest!- zawołali Julie i Natsu podbiegając do poszkodowanej. Pomogli wstać blondynce i posadzili ją na kanapę.
-Nie, a z tobą co? Czemu nie wychodzisz z domu?
-Bo...Ja.. Po prostu myślałem.
-Widocznie zbyt intensywnie skoro nie mogłeś wyjść z domu-zaśmiała się Julie, a Lucy przyłączyła się do śmiechu.
-Wiesz co Jo, ja już cię więcej nie nauczę. Idź poproś Gajjela o pomoc.
-Co? Zaraz, zaraz, przecież i tak się nie zgodzi!
-W takim wypadku powiedz, że spodziewałem się tego po takim słabeuszu jak on.
-Ach...Dobra, spoko. No to idę-powiedziała szatynka zamykając za sobą drzwi.
-I po coś ją spławił?-westchnęła Lucy.
-Byłem ostatnio u Poluchy.
-P-Po co?
-Pamiętasz co się stało rok temu?
"Różowowłosy chłopak i blondynka szli lasem szukając największej i najgroźniejszej zabójczyni w całym Fiore. Zlecone zadanie było od samego króla dla wszystkich gildii, liczyło się tylko złapanie Julie Yourizrou, która przebywała w lesie niedaleko Magnolii.  
Natsu usłyszał szelest i nakazał Lucy schować się w krzakach, sam postąpił podobnie. Salamander miał racje, chwile potem minęły ich dziewczyna idealnie pasujące do opisu, ale dlaczego dwie? Natsu nie zastanawiając się zbytnio wyskoczył z krzaków i zaatakował panny Rykiem Ognistego Smoka. Obie jednak zdążyły uchronić się przed natarciem, lecz Dragnell dostrzegał różnice między nimi. Wyglądały podobnie i były tak samo zbudowane, lecz coś sprawiało, że wyglądały zupełnie inaczej. Jedna miała krótko ścięte potargane włosy, ciemny i agresywny makijaż oraz ciemnie ubranie zabójcy. Druga natomiast miała długie, lśniące włosy związane w wysoka kitkę, delikatny makijaż, a ubrana była w luźną bluzkę z krótkim rękawkiem i jeansy. Jedna stała gotowa do walki, druga była siedziała na ziemi przerażona.
Lucy podeszła do Natsu uderzając go w głowę.
-Co ty sobie myślisz? Chciałeś je spalić?!
-Przepraszam...-wyjąkał chłopak.
-Kim jesteście?-doszedł do nich głos jednej z dziewczyn.
-Jesteśmy magami Fairy Tail, mamy za zadanie cię pojmać-wytłumaczyła Lucy poważnym tonem, a Natsu zauważył jak (siedząca) dziewczyna wpatruje się w niego zaskoczona i przerażona zarazem. W pewnej chwili skuliła się jeszcze bardziej i złapała za głowę potrząsając nią. Druga nachyliła się ku niej i położyła jej rękę na ramieniu. Ta zaś spojrzała na nią, miała łzy w oczach lecz lekko się uśmiechnęła.
-Nie pójdę z wami- powiedziała krótkowłosa.
-W takim razie pora na rozwiązanie siłowe- Natsu zacisnął pięści i po chwili dwójka rzuciła się na siebie. Lucy stała i przyglądała się walce gotowa wesprzeć przyjaciela, ale długowłosa szatynka odsunęła się jeszcze bardziej przerażona. Zabójczyni spojrzała zmartwiona na swoją towarzyszkę i właśnie w tej chwili atak zadany przez Natsu ją dosięgnął. Dziewczyna odleciała kawałek dalej, a długo włosa do niej podbiegła. Lucy zauważyła jak po jej policzkach spływają łzy, a zabójczyni coś do niej mówi siadając. W tejże chwili (ta przerażona) potrząsa głową i przytula ją do siebie, następnie stając naprzeciwko Natsu.
-Za wszelką cenę będę chronić przyjaciół-powiedziała i wtedy zaczeła od niej dochodzić dziwna energia, podobna do tej Salamansra tyle, że silniejsza. Jej włosy rozplotły się i uniosły ku górze, a na skórze zaczęły pojawiać się symbole.
-S-Smocza Siła?-wydusił z siebie Natsu wpatrując się w szatynkę której oczy straciły blask, jakby była w transie. W tej chwili dziewczyna natarła na Smoczego Zabójce. Natsu ledwo mógł uchronić się przed jej atakami lecz gdy miała zadać ostateczny cios stanęła w bezruchu. Symbole zaczęły znikać z jaj ciała, włosy się opuściła, a ona sama upadła na ziemie.
-JULIE!-wrzasnęła krótkowłosa szatynka i podbiegła do towarzyszki przytulając ją.-Nie rób mi tego-zaszlochała. W sercu Lucy coś pękło podeszła do zabójczyni i położyła jej dłoń na ramieniu.
-Pomożemy jej. W tym lesie mieszka pewna...kobieta. Ona jej pomoże.
-D-Dziękuję.
-Dobra, zaniosę ją tam- powiedział Dragnell biorąc zemdlałą na ręce.-Ruszamy.
Gdy dotarli do domu Poluchy kobieta zmierzyła szatynka wzrokiem.
-Czy jedna z was jest z Edolas?
-Tak.
-Cóż, jest pewien sposób by ją uratować, ale ktoś musi oddać do tego swoje życie.
-Zrobie to. Ona chciała mnie chronić dlatego to się stało, więc teraz ja chcę ochronić ją.
-Dobrze- westchnęła kobieta. Po wszystkim Julie była w stanie poruszać się i mówić, lecz jej świadomość nie powróciła.
-Co musimy zrobić by znów była normalna Polucho?-zapytała Hatophilia.
-Ona musi wrócić do Edolas, wtedy odzyska świadomość..."
-Nie da się zapomnieć naszego pierwszego spotkania z Julie-powiedziała Lucy.

Hejka!
Przepraszam,  ze tak zalegałam z tym rozdziałem,
ale chciałam to jakoś sensownie ułożyć,
a jednocześnie nie zdradzać wam
całej prawdy o przeszłości Julie.
Pozdrawiam wszystkich.
Autorka.

wtorek, 7 kwietnia 2015

Rozdział 7 "Poczatek czegoś nowego"

Minął tydzień od niemiłej "przygody", która spotkała Julie. Od tamtego czasu dziewczyna ostro wzięła się do pracy i wyuczyła się wszystkich zaklęć Smoczego Zabójcy, oprócz sekretnych technik. Z początku zastanawiałem się czy będę w stanie nauczyć jej mojej magi, ale... gdy wzięła się do pracy wystarczyło raz pokazać, nawet nie tłumaczyć, i umiała posługiwać się magią Smoczego Zabójcy. Jakby miała ją we krwi, zastanawiałem się czy tak nie było...
-Natsu?-z chmur wyrwał mnie głos Julie.
-Co się stało?-zapytałem.
-Pójdziesz ze mną na misje?
-Wiesz, chciałem ostatnio odpocząć... Zapytaj gołodupca.
-A-Ach, dobra dzięki-westchnęła szatynka i ruszyła szukać maga lodu.
-Co się stało Natsu, dlaczego z nią nie poszedłeś?- zapytała Mira.
-Nie mam ochoty-mruknąłem wstając i udałem się do lasu, do Poluchky. ~Muszę z nią porozmawiać~pomyślałem.
Stałem pod drzwiami domu-drzewa i zapukałem.
-Kto tam?!- usłyszałem gniewny głos.
-N-Natsu Dragnell, z Fairy Tail- Drzwi otwarły się, a w nich ukazała się wysoka kobieta w podeszłym wieku,z różowymi włosami spiętymi w kok.
-Czego chcesz?
-Poprosić o przysługę.
-Przysługę?-zdziwiona kobieta wpuściła mnie do środka. Usiadłem na kanapie, a staruszka postąpiła podobnie -Więc, o co chodzi?
-O pewną maginię.
-Tę sprzed roku?
-Tak. Wróciła, ale bez wspomnień i z niepełną mocą-wytłumaczyłem. Poluchka zamyśliła się.
-A co mi do tego?
-Podobno możesz porozumiewać się z Grandine. Mogłabyś zapytać ją o ten dziwny rodzaj smoczej magii?
-Co w tej magii takiego dziwnego?
-Pochłania każdą inną..
-N-Nani? To możliwe?!
-Właśnie o to masz się zapytać.

<W tym samym czasie u Graya>
Poczułem jak rumieniec nachodzi mi na twarz.
-S-Sami?- zapytałem zaskoczony.
-Erza i Lucy poszły we dwie na misje, Natsu nie ma ochoty. Zostałeś ty- powiedziała Julie i uśmiechnęła się lekko.- To jak, idziesz ze mną?
-Panicz Gray nigdzie z tobą nie pójdzie! Panicz Gray jest Juvii!- syknęła niebieskowłosa pojawiająca się znikąd.
-Dobra idę- mruknąłem wstając. Szatynka jeszcze bardziej się uśmiechnęła, a w jej oczach pojawiły się iskierki determinacji, które tak uwielbiałem. Dziewczyna podbiegła do baru i krzyknęła rozradowana.
-Mira my idziemy!
-Powodzenia- rzuciła Mirajane na pożegnanie i już po chwili szliśmy drogami miasta.
-Ej, Jo co to za misja?-zapytałem o ujrzałem jak na czole niebiesookiej pojawia się pulsująca żyłka.
-Ach, wy nigdy nie dacie mi spokoju.... Trzeba złapać jakiegoś bandziora.
-To czemu nie poszłaś sama?- Julie wybuchła rumieńcem.
-Bo..Bo się bałam.
-Bałaś się?
-Przecież nigdy nie byłam sama na misji, a do tego nie znam jeszcze terenu. Prawda zawsze jest jeszcze nos, ale... Nie chciałam iść sama i tyle- mruknęła odwracając wzrok. Wyglądała uroczo, jak dziecko.-Hah? Co się tak gapisz?
-Nie nic, pokaż to zadanie bo nie wiem gdzie pojedziemy.
-Ach, dobra. Masz- podała mi kartkę, a ja zacząłem poszukiwać miejsca docelowego.
-Dobra, idziemy pieszo.
-Pieszo?-zdziwiła się szatynka.
-Tak, miasto jest niedaleko. Nie martw się, znam drogę-zaśmiałem się, za co oberwałem w głowę.
-T-To nie było zabawne-oburzyła się Yourizirou paląc buraka. -Od kiedy jesteś taki chamski?
-A ty taka dziecinnie urocza- Julie stanęła i dopiero po chwili dotarło do mnie co właściwie powiedziałem.
-U-Urocza...?-wymamrotała.-Ja dziecinnie urocza?! Chyba śnisz- obróciła się na pięcie i poszła w stronę lasu.~Dobrze, że chociaż wie w którą stronę iść~westchnąłem i poszedłem w ślad za szatynką.
Był już wieczór, a my nadal byliśmy w lesie.
-Hej Gray, mówiłeś, że to blisko- marudziła dziewczyna siedząca pod drzewem.
-Gdybyś mi nie uciekała to bylibyśmy już na miejscu.
-Gołodupy od siedmiu boleści- mruczała pod nosem.Westchnąłem i położyłem się na trawie.
- Nawet nie ma gdzie spać, ach..-westchnęła już spokojniejsza Julie.-Zimno.
Spojrzałem zaskoczony na szatynkę. Siedziała skulona pod drzewem trzęsąc się z zimna i próbowała ogrzać się skrzydłami. Wstałem, podszedłem do niej i przytuliłem.

<Julie>
Byłam zaskoczona Gdy Gray mnie przytulił. W pierwszej chwili chciałam go odepchnąć, ale coś mnie powstrzymało. Wtuliłam się w jego tors i otuliłam skrzydłami. ~Przyjemnie~pomyślałam i zasnęłam.
Obudziłam się wcześnie i Gray nadal spał. W jego ramionach było mi zaskakująco... ciepło. ~A myślałam, że jako mag lodu będzie tak samo zimny~westchnęłam i przeczesałam dłonią jego włosy. ~O-Ogarnij się dziewczyno! Zobacz co robisz. Co ty sobie wogule wyobrażasz?~ skarciłam się odskakując od maga. ~Tylko nie muwcie, że się w nim...
-Ohayo, Julie.
-O-Ohayo, Gray- powitałam budzącego się chłopaka.



Ohayo minna!
Dobra. Przyznaje, że miałam urwanie głowy i
całkowicie o blogu zapomniałam,
ale nowy rozdział jest.
Mam nadzieję, że się wam podoba.
Pozdrawiam Ula-chan. ;P