wtorek, 7 kwietnia 2015

Rozdział 7 "Poczatek czegoś nowego"

Minął tydzień od niemiłej "przygody", która spotkała Julie. Od tamtego czasu dziewczyna ostro wzięła się do pracy i wyuczyła się wszystkich zaklęć Smoczego Zabójcy, oprócz sekretnych technik. Z początku zastanawiałem się czy będę w stanie nauczyć jej mojej magi, ale... gdy wzięła się do pracy wystarczyło raz pokazać, nawet nie tłumaczyć, i umiała posługiwać się magią Smoczego Zabójcy. Jakby miała ją we krwi, zastanawiałem się czy tak nie było...
-Natsu?-z chmur wyrwał mnie głos Julie.
-Co się stało?-zapytałem.
-Pójdziesz ze mną na misje?
-Wiesz, chciałem ostatnio odpocząć... Zapytaj gołodupca.
-A-Ach, dobra dzięki-westchnęła szatynka i ruszyła szukać maga lodu.
-Co się stało Natsu, dlaczego z nią nie poszedłeś?- zapytała Mira.
-Nie mam ochoty-mruknąłem wstając i udałem się do lasu, do Poluchky. ~Muszę z nią porozmawiać~pomyślałem.
Stałem pod drzwiami domu-drzewa i zapukałem.
-Kto tam?!- usłyszałem gniewny głos.
-N-Natsu Dragnell, z Fairy Tail- Drzwi otwarły się, a w nich ukazała się wysoka kobieta w podeszłym wieku,z różowymi włosami spiętymi w kok.
-Czego chcesz?
-Poprosić o przysługę.
-Przysługę?-zdziwiona kobieta wpuściła mnie do środka. Usiadłem na kanapie, a staruszka postąpiła podobnie -Więc, o co chodzi?
-O pewną maginię.
-Tę sprzed roku?
-Tak. Wróciła, ale bez wspomnień i z niepełną mocą-wytłumaczyłem. Poluchka zamyśliła się.
-A co mi do tego?
-Podobno możesz porozumiewać się z Grandine. Mogłabyś zapytać ją o ten dziwny rodzaj smoczej magii?
-Co w tej magii takiego dziwnego?
-Pochłania każdą inną..
-N-Nani? To możliwe?!
-Właśnie o to masz się zapytać.

<W tym samym czasie u Graya>
Poczułem jak rumieniec nachodzi mi na twarz.
-S-Sami?- zapytałem zaskoczony.
-Erza i Lucy poszły we dwie na misje, Natsu nie ma ochoty. Zostałeś ty- powiedziała Julie i uśmiechnęła się lekko.- To jak, idziesz ze mną?
-Panicz Gray nigdzie z tobą nie pójdzie! Panicz Gray jest Juvii!- syknęła niebieskowłosa pojawiająca się znikąd.
-Dobra idę- mruknąłem wstając. Szatynka jeszcze bardziej się uśmiechnęła, a w jej oczach pojawiły się iskierki determinacji, które tak uwielbiałem. Dziewczyna podbiegła do baru i krzyknęła rozradowana.
-Mira my idziemy!
-Powodzenia- rzuciła Mirajane na pożegnanie i już po chwili szliśmy drogami miasta.
-Ej, Jo co to za misja?-zapytałem o ujrzałem jak na czole niebiesookiej pojawia się pulsująca żyłka.
-Ach, wy nigdy nie dacie mi spokoju.... Trzeba złapać jakiegoś bandziora.
-To czemu nie poszłaś sama?- Julie wybuchła rumieńcem.
-Bo..Bo się bałam.
-Bałaś się?
-Przecież nigdy nie byłam sama na misji, a do tego nie znam jeszcze terenu. Prawda zawsze jest jeszcze nos, ale... Nie chciałam iść sama i tyle- mruknęła odwracając wzrok. Wyglądała uroczo, jak dziecko.-Hah? Co się tak gapisz?
-Nie nic, pokaż to zadanie bo nie wiem gdzie pojedziemy.
-Ach, dobra. Masz- podała mi kartkę, a ja zacząłem poszukiwać miejsca docelowego.
-Dobra, idziemy pieszo.
-Pieszo?-zdziwiła się szatynka.
-Tak, miasto jest niedaleko. Nie martw się, znam drogę-zaśmiałem się, za co oberwałem w głowę.
-T-To nie było zabawne-oburzyła się Yourizirou paląc buraka. -Od kiedy jesteś taki chamski?
-A ty taka dziecinnie urocza- Julie stanęła i dopiero po chwili dotarło do mnie co właściwie powiedziałem.
-U-Urocza...?-wymamrotała.-Ja dziecinnie urocza?! Chyba śnisz- obróciła się na pięcie i poszła w stronę lasu.~Dobrze, że chociaż wie w którą stronę iść~westchnąłem i poszedłem w ślad za szatynką.
Był już wieczór, a my nadal byliśmy w lesie.
-Hej Gray, mówiłeś, że to blisko- marudziła dziewczyna siedząca pod drzewem.
-Gdybyś mi nie uciekała to bylibyśmy już na miejscu.
-Gołodupy od siedmiu boleści- mruczała pod nosem.Westchnąłem i położyłem się na trawie.
- Nawet nie ma gdzie spać, ach..-westchnęła już spokojniejsza Julie.-Zimno.
Spojrzałem zaskoczony na szatynkę. Siedziała skulona pod drzewem trzęsąc się z zimna i próbowała ogrzać się skrzydłami. Wstałem, podszedłem do niej i przytuliłem.

<Julie>
Byłam zaskoczona Gdy Gray mnie przytulił. W pierwszej chwili chciałam go odepchnąć, ale coś mnie powstrzymało. Wtuliłam się w jego tors i otuliłam skrzydłami. ~Przyjemnie~pomyślałam i zasnęłam.
Obudziłam się wcześnie i Gray nadal spał. W jego ramionach było mi zaskakująco... ciepło. ~A myślałam, że jako mag lodu będzie tak samo zimny~westchnęłam i przeczesałam dłonią jego włosy. ~O-Ogarnij się dziewczyno! Zobacz co robisz. Co ty sobie wogule wyobrażasz?~ skarciłam się odskakując od maga. ~Tylko nie muwcie, że się w nim...
-Ohayo, Julie.
-O-Ohayo, Gray- powitałam budzącego się chłopaka.



Ohayo minna!
Dobra. Przyznaje, że miałam urwanie głowy i
całkowicie o blogu zapomniałam,
ale nowy rozdział jest.
Mam nadzieję, że się wam podoba.
Pozdrawiam Ula-chan. ;P

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz