wtorek, 25 sierpnia 2015

Rozdział 10 "Krwawo czerwone oczy bestii"

-Powiedz coś, Natsu! Gdzie mnie ciągniesz?-marudziła Julie wlecząc się za mną przez las. Powoli stawało się to coraz bardziej wkurzające.
-Nats...
-Mówiłem, ze do znajomej! Możesz wstrzymać się z pytaniami?-wybuchem w pewnym momencie. Zapadła cisza nawet zacząłem się zastanawiać czy nie uraziłem szatynki.
-M-Masz racje. Przepraszam Natsu- wyszeptała dziewczyna. Spojrzałem w jej kierunku zdziwiony, ale po chwili rozpogodziłem się i złośliwie uśmiechnąłem.
-Nie przejmuj się dzieciaku.
-Hej! Nie jesteś aż tak wiele starszy ode mnie żeby tak mówić!-oburzyła się niebieskooka nadymając policzki. Kiedy tak robiła to nawet trochę przypominała Lucy.
~Kurde, o czym ty myślisz? Przecież nie jesteś wart uczuć tej blondyny~ skarciłem się w myślach. W końcu doszliśmy do wielkiego drzew w którym mieszkała Polucha.
-Jesteśmy-powiedziałem i zapukałem do drzwi. Już po chwili stanęła w nich wysoka, różowowłosa staruszka w czerwonym płaszczu.
-Czego tu chcesz?-zapytała wyraźnie poirytowana.
-Przyprowadziłem ją tak jak chciałaś-powiedziałem wskazując na szatynkę. Polucha spojrzała z ciekawością na Yourizirou i zaprosiła ja do środka,a gdy ja chciałem wejść zatrzasnęła mi drzwi przed nosem mówiąc żebym wracał. 
-Co to ma być?!-wrzasnąłem. Chwile zastanawiałem się nad czekaniem na progu ale Polucha skutecznie przegoniła mnie za pomocą miotły. Wróciłem do Gildi i opowiedziałem o wszystkim przyjaciołom. Julie miała przejść przez trening pozwalający jej w pełni zapanować nad mocą. Następnego dnia do Gildii wparowała trójka magów i narobili bałaganu mówiąc, że dwoje z nic nniedawno trafili przez kogoś z nas do więzienia. Już chcieli zniszczyć naszą gildię gdy coś rzuciło nimi o ścianę, a gdy ponownie wstali zostali wyrzuceni przez okno przez jakąś cienistą postać. Z początku to coś wyglądało jak jakaś czarna mgła, ale po chwili stanęło w wejściu i można było dostrzec tego zarys. To coś miało męską sylwetkę, ciemne rozwiane włosy, świecące czerwone oczy i kły jak jakieś zwierze. Po chwili postać rozwiała się i zamieniła w wielka, cienistą bestię po czym uciekła.
-Co to było?

Hejo! 
Wybaczcie, że rozdział taki krótki, ale naprawdę nie miałam pomysłu.
 

środa, 1 lipca 2015

Rozdział 9 "Apetyt na stal"

Od rzec dni Julie trenowała z Gajeel'em. Dnień w dzień, od rana do nocy.
-Jak ja jej zazdroszczę-westchnęła Levi przyglądając się parze walczących.
-Czego?-zapytała Lucy stojąca obok niebieskowłosej.
-No więc...
-Dobra, dobra nie kończ Wiem, że wolała byś ten czas spędzić sam na sam z Gajeel'em...
-Nie, to nie tak!
-...I to najlepiej w jakimś odludnym, romantycznym miejscu, ale jak widzisz w tej chwili jest zajęty swoją wypukłą uczennicą.
-Lu-chan! To było podłe, nie jestem aż taką deską!
-Nie powiedziałam tego, ale skoro już się do tego przyznajesz- roześmiała się blondynka.
-A ci nadal trenują?- usłyszały znajomy głos.
-Tak-wytłumaczyła MCgarden.
-Szkoda, chciałem iść z wami na ryby.
-Nie marudź Natsu, to ty jej to zaproponowałeś-oburzyła się Lucy.
-Jak to się stało? Myślałem, że jej odmówi.
-Z początku odmówił, ale potem...
"-Nie.
-Dlaczego?
-Bo mi się nie chce.
-Pff...Faktycznie jesteś cienias..-mruknęła Julie.
-Co żeś powiedziała?!-wniósł się Gajeel.
-Nic takiego, po prostu myślę, że Natsu miał racje mówiąc, że jesteś leniwym, słabym cykorem.
-Ty...Dobra, zgadzam się na ten cały trening i pokarze ci że się myliłaś.
-Mnie pasuje."
-...Jakoś tak-skończyła opowieść Levi.
-Aha...-westchnął Dragnell spoglądając na walczących.

<Julie>
Z początku walczyłam z Gajeel'em jak równy z równym, ale teraz ledwo nadążałam blokować jego ataki. Był jak dzikie zwierze. Agresywny, nieobliczalny i bardzo silny. Atakował raz za razem, bez przerwy, a moje siły zaczynały się już wyczerpywać.
-I co, już tak nie kozakujesz no nie?- zaszydził Smoczy Zabójca.
-Hej, to nie było mi...!
-Mam cie!- wrzasnął czerwonooki. ~Zrobił to celowo, chciał mnie rozproszyć~ pomyślałam rozkładając stalowe skrzydła. ~Wow, nie wiedziałam, że tak umiem~Gajeel wyglądał na wkurzonego, ale po chwili uśmiechnął się złowieszczo i wgryzł w moje skrzydło.
-To boli idioto!- wrzasnęłam rzucając nim o ziemię i chowając skrzydła.
-Dobrze zrobiłaś rozkładając skrzydła. Dałaś mi okazje aby się najeść- powiedział Redfox.
-Ty...- syknęłam szykując się do kolejnego ataku. Tym razem uprzedziłam czarnowłosego i złapałam jego rękę zanim mnie trafił. Uśmiechnęłam się i wgryzłam w stal, gdy tylko odgryzłam kawałek puściłam jego rękę.
-To było za twoje- zaśmiałam się.
-Ty...TO BOLAŁO TY BACHORZE!
-TY TEŻ MNIE UGRYZŁEŚ, NIE PAMIĘTASZ?! Zaraz...
-Chwila czy ty....
-Zjadłaś stal!!!!
-Zjadłam stal!!!-wrzasnęliśmy zdziwieni.
-Hej Jo!-usłyszałam głos Natsu.-Chodź tu, muszę cię gdzieś zaprowadzić!
-Po co? Gdzie?-zapytałam podchodząc co różowowłosego.
-Do znajomej, z Edoras.

czwartek, 23 kwietnia 2015

Rozdział 8 "Przeszłośc Julie"

-Ohayo- powitałam szatynkę siedzącą samotnie przy stole.
-Yo Lucy, jak było na misji?-zapytała Julie z uśmiechem.
-Nic ciekawego. Byłaś na jakiejś misji?
-Na jednej-westchnęła dziewczyna. Usiadłam obok i zaczęłam się jej uważnie przyglądać.
-Dlaczego? Wyglądasz na znudzoną.
-Bo mi się nudzi, ale Natsu gdzieś wybył i od czasu powrotu siedzi w domu.
-No a Gray?-Szatynka spojrzała na mnie spode łba
-Chcesz żebym naraziła się na gniew Juvii?-pokręciłam głową śmiejąc się.
-Skoro tak to może pójdziemy odwiedzić Natsu?
-Spoko-mruknęła Yourizirou wstając, zrobiłam to samo i ruszyłyśmy w stronę wyjścia.


<tymczasem Natsu...>
-Natsu wstań w końcu, to się robi niezdrowe-żalił się Happy.
-Jeśli chcesz rybę to sobie złów- mruknął Salamander leżący na hamaku.
-W takim razie idę- powiedział szczęśliwy kot wylatując z domu. Natsu zaś zaczął rozmyślać.
"-Jej moce odpowiadają zdolnością pewnego smoka, który zginął wiele lat temu-powiedziała
Poluchka
-A dokładniej?-dopytywał Natsu
-Garudantii, Smoka..."
-Natsu!-usłyszał wołanie znajomej dziewczyny.
-Możesz wejść Lucy!-zawołał nie ruszając się z miejsca.
-Natsu coś ci je...ałł- blondynka pisnęła upadając na podłogę.
-Lucy nic ci nie jest!- zawołali Julie i Natsu podbiegając do poszkodowanej. Pomogli wstać blondynce i posadzili ją na kanapę.
-Nie, a z tobą co? Czemu nie wychodzisz z domu?
-Bo...Ja.. Po prostu myślałem.
-Widocznie zbyt intensywnie skoro nie mogłeś wyjść z domu-zaśmiała się Julie, a Lucy przyłączyła się do śmiechu.
-Wiesz co Jo, ja już cię więcej nie nauczę. Idź poproś Gajjela o pomoc.
-Co? Zaraz, zaraz, przecież i tak się nie zgodzi!
-W takim wypadku powiedz, że spodziewałem się tego po takim słabeuszu jak on.
-Ach...Dobra, spoko. No to idę-powiedziała szatynka zamykając za sobą drzwi.
-I po coś ją spławił?-westchnęła Lucy.
-Byłem ostatnio u Poluchy.
-P-Po co?
-Pamiętasz co się stało rok temu?
"Różowowłosy chłopak i blondynka szli lasem szukając największej i najgroźniejszej zabójczyni w całym Fiore. Zlecone zadanie było od samego króla dla wszystkich gildii, liczyło się tylko złapanie Julie Yourizrou, która przebywała w lesie niedaleko Magnolii.  
Natsu usłyszał szelest i nakazał Lucy schować się w krzakach, sam postąpił podobnie. Salamander miał racje, chwile potem minęły ich dziewczyna idealnie pasujące do opisu, ale dlaczego dwie? Natsu nie zastanawiając się zbytnio wyskoczył z krzaków i zaatakował panny Rykiem Ognistego Smoka. Obie jednak zdążyły uchronić się przed natarciem, lecz Dragnell dostrzegał różnice między nimi. Wyglądały podobnie i były tak samo zbudowane, lecz coś sprawiało, że wyglądały zupełnie inaczej. Jedna miała krótko ścięte potargane włosy, ciemny i agresywny makijaż oraz ciemnie ubranie zabójcy. Druga natomiast miała długie, lśniące włosy związane w wysoka kitkę, delikatny makijaż, a ubrana była w luźną bluzkę z krótkim rękawkiem i jeansy. Jedna stała gotowa do walki, druga była siedziała na ziemi przerażona.
Lucy podeszła do Natsu uderzając go w głowę.
-Co ty sobie myślisz? Chciałeś je spalić?!
-Przepraszam...-wyjąkał chłopak.
-Kim jesteście?-doszedł do nich głos jednej z dziewczyn.
-Jesteśmy magami Fairy Tail, mamy za zadanie cię pojmać-wytłumaczyła Lucy poważnym tonem, a Natsu zauważył jak (siedząca) dziewczyna wpatruje się w niego zaskoczona i przerażona zarazem. W pewnej chwili skuliła się jeszcze bardziej i złapała za głowę potrząsając nią. Druga nachyliła się ku niej i położyła jej rękę na ramieniu. Ta zaś spojrzała na nią, miała łzy w oczach lecz lekko się uśmiechnęła.
-Nie pójdę z wami- powiedziała krótkowłosa.
-W takim razie pora na rozwiązanie siłowe- Natsu zacisnął pięści i po chwili dwójka rzuciła się na siebie. Lucy stała i przyglądała się walce gotowa wesprzeć przyjaciela, ale długowłosa szatynka odsunęła się jeszcze bardziej przerażona. Zabójczyni spojrzała zmartwiona na swoją towarzyszkę i właśnie w tej chwili atak zadany przez Natsu ją dosięgnął. Dziewczyna odleciała kawałek dalej, a długo włosa do niej podbiegła. Lucy zauważyła jak po jej policzkach spływają łzy, a zabójczyni coś do niej mówi siadając. W tejże chwili (ta przerażona) potrząsa głową i przytula ją do siebie, następnie stając naprzeciwko Natsu.
-Za wszelką cenę będę chronić przyjaciół-powiedziała i wtedy zaczeła od niej dochodzić dziwna energia, podobna do tej Salamansra tyle, że silniejsza. Jej włosy rozplotły się i uniosły ku górze, a na skórze zaczęły pojawiać się symbole.
-S-Smocza Siła?-wydusił z siebie Natsu wpatrując się w szatynkę której oczy straciły blask, jakby była w transie. W tej chwili dziewczyna natarła na Smoczego Zabójce. Natsu ledwo mógł uchronić się przed jej atakami lecz gdy miała zadać ostateczny cios stanęła w bezruchu. Symbole zaczęły znikać z jaj ciała, włosy się opuściła, a ona sama upadła na ziemie.
-JULIE!-wrzasnęła krótkowłosa szatynka i podbiegła do towarzyszki przytulając ją.-Nie rób mi tego-zaszlochała. W sercu Lucy coś pękło podeszła do zabójczyni i położyła jej dłoń na ramieniu.
-Pomożemy jej. W tym lesie mieszka pewna...kobieta. Ona jej pomoże.
-D-Dziękuję.
-Dobra, zaniosę ją tam- powiedział Dragnell biorąc zemdlałą na ręce.-Ruszamy.
Gdy dotarli do domu Poluchy kobieta zmierzyła szatynka wzrokiem.
-Czy jedna z was jest z Edolas?
-Tak.
-Cóż, jest pewien sposób by ją uratować, ale ktoś musi oddać do tego swoje życie.
-Zrobie to. Ona chciała mnie chronić dlatego to się stało, więc teraz ja chcę ochronić ją.
-Dobrze- westchnęła kobieta. Po wszystkim Julie była w stanie poruszać się i mówić, lecz jej świadomość nie powróciła.
-Co musimy zrobić by znów była normalna Polucho?-zapytała Hatophilia.
-Ona musi wrócić do Edolas, wtedy odzyska świadomość..."
-Nie da się zapomnieć naszego pierwszego spotkania z Julie-powiedziała Lucy.

Hejka!
Przepraszam,  ze tak zalegałam z tym rozdziałem,
ale chciałam to jakoś sensownie ułożyć,
a jednocześnie nie zdradzać wam
całej prawdy o przeszłości Julie.
Pozdrawiam wszystkich.
Autorka.

wtorek, 7 kwietnia 2015

Rozdział 7 "Poczatek czegoś nowego"

Minął tydzień od niemiłej "przygody", która spotkała Julie. Od tamtego czasu dziewczyna ostro wzięła się do pracy i wyuczyła się wszystkich zaklęć Smoczego Zabójcy, oprócz sekretnych technik. Z początku zastanawiałem się czy będę w stanie nauczyć jej mojej magi, ale... gdy wzięła się do pracy wystarczyło raz pokazać, nawet nie tłumaczyć, i umiała posługiwać się magią Smoczego Zabójcy. Jakby miała ją we krwi, zastanawiałem się czy tak nie było...
-Natsu?-z chmur wyrwał mnie głos Julie.
-Co się stało?-zapytałem.
-Pójdziesz ze mną na misje?
-Wiesz, chciałem ostatnio odpocząć... Zapytaj gołodupca.
-A-Ach, dobra dzięki-westchnęła szatynka i ruszyła szukać maga lodu.
-Co się stało Natsu, dlaczego z nią nie poszedłeś?- zapytała Mira.
-Nie mam ochoty-mruknąłem wstając i udałem się do lasu, do Poluchky. ~Muszę z nią porozmawiać~pomyślałem.
Stałem pod drzwiami domu-drzewa i zapukałem.
-Kto tam?!- usłyszałem gniewny głos.
-N-Natsu Dragnell, z Fairy Tail- Drzwi otwarły się, a w nich ukazała się wysoka kobieta w podeszłym wieku,z różowymi włosami spiętymi w kok.
-Czego chcesz?
-Poprosić o przysługę.
-Przysługę?-zdziwiona kobieta wpuściła mnie do środka. Usiadłem na kanapie, a staruszka postąpiła podobnie -Więc, o co chodzi?
-O pewną maginię.
-Tę sprzed roku?
-Tak. Wróciła, ale bez wspomnień i z niepełną mocą-wytłumaczyłem. Poluchka zamyśliła się.
-A co mi do tego?
-Podobno możesz porozumiewać się z Grandine. Mogłabyś zapytać ją o ten dziwny rodzaj smoczej magii?
-Co w tej magii takiego dziwnego?
-Pochłania każdą inną..
-N-Nani? To możliwe?!
-Właśnie o to masz się zapytać.

<W tym samym czasie u Graya>
Poczułem jak rumieniec nachodzi mi na twarz.
-S-Sami?- zapytałem zaskoczony.
-Erza i Lucy poszły we dwie na misje, Natsu nie ma ochoty. Zostałeś ty- powiedziała Julie i uśmiechnęła się lekko.- To jak, idziesz ze mną?
-Panicz Gray nigdzie z tobą nie pójdzie! Panicz Gray jest Juvii!- syknęła niebieskowłosa pojawiająca się znikąd.
-Dobra idę- mruknąłem wstając. Szatynka jeszcze bardziej się uśmiechnęła, a w jej oczach pojawiły się iskierki determinacji, które tak uwielbiałem. Dziewczyna podbiegła do baru i krzyknęła rozradowana.
-Mira my idziemy!
-Powodzenia- rzuciła Mirajane na pożegnanie i już po chwili szliśmy drogami miasta.
-Ej, Jo co to za misja?-zapytałem o ujrzałem jak na czole niebiesookiej pojawia się pulsująca żyłka.
-Ach, wy nigdy nie dacie mi spokoju.... Trzeba złapać jakiegoś bandziora.
-To czemu nie poszłaś sama?- Julie wybuchła rumieńcem.
-Bo..Bo się bałam.
-Bałaś się?
-Przecież nigdy nie byłam sama na misji, a do tego nie znam jeszcze terenu. Prawda zawsze jest jeszcze nos, ale... Nie chciałam iść sama i tyle- mruknęła odwracając wzrok. Wyglądała uroczo, jak dziecko.-Hah? Co się tak gapisz?
-Nie nic, pokaż to zadanie bo nie wiem gdzie pojedziemy.
-Ach, dobra. Masz- podała mi kartkę, a ja zacząłem poszukiwać miejsca docelowego.
-Dobra, idziemy pieszo.
-Pieszo?-zdziwiła się szatynka.
-Tak, miasto jest niedaleko. Nie martw się, znam drogę-zaśmiałem się, za co oberwałem w głowę.
-T-To nie było zabawne-oburzyła się Yourizirou paląc buraka. -Od kiedy jesteś taki chamski?
-A ty taka dziecinnie urocza- Julie stanęła i dopiero po chwili dotarło do mnie co właściwie powiedziałem.
-U-Urocza...?-wymamrotała.-Ja dziecinnie urocza?! Chyba śnisz- obróciła się na pięcie i poszła w stronę lasu.~Dobrze, że chociaż wie w którą stronę iść~westchnąłem i poszedłem w ślad za szatynką.
Był już wieczór, a my nadal byliśmy w lesie.
-Hej Gray, mówiłeś, że to blisko- marudziła dziewczyna siedząca pod drzewem.
-Gdybyś mi nie uciekała to bylibyśmy już na miejscu.
-Gołodupy od siedmiu boleści- mruczała pod nosem.Westchnąłem i położyłem się na trawie.
- Nawet nie ma gdzie spać, ach..-westchnęła już spokojniejsza Julie.-Zimno.
Spojrzałem zaskoczony na szatynkę. Siedziała skulona pod drzewem trzęsąc się z zimna i próbowała ogrzać się skrzydłami. Wstałem, podszedłem do niej i przytuliłem.

<Julie>
Byłam zaskoczona Gdy Gray mnie przytulił. W pierwszej chwili chciałam go odepchnąć, ale coś mnie powstrzymało. Wtuliłam się w jego tors i otuliłam skrzydłami. ~Przyjemnie~pomyślałam i zasnęłam.
Obudziłam się wcześnie i Gray nadal spał. W jego ramionach było mi zaskakująco... ciepło. ~A myślałam, że jako mag lodu będzie tak samo zimny~westchnęłam i przeczesałam dłonią jego włosy. ~O-Ogarnij się dziewczyno! Zobacz co robisz. Co ty sobie wogule wyobrażasz?~ skarciłam się odskakując od maga. ~Tylko nie muwcie, że się w nim...
-Ohayo, Julie.
-O-Ohayo, Gray- powitałam budzącego się chłopaka.



Ohayo minna!
Dobra. Przyznaje, że miałam urwanie głowy i
całkowicie o blogu zapomniałam,
ale nowy rozdział jest.
Mam nadzieję, że się wam podoba.
Pozdrawiam Ula-chan. ;P

piątek, 6 marca 2015

Rozdział 6 "Wybawiciel"

~Południe, słonko grzeje, a ja muszę się uczyć!~ pomyślałam siedząc na drzewie. Miałam już trochę dość Natsu. Owszem chciałam się uczyć, ale rano to nie znaczy o świcie.
-Złaź z tego drzewa dziewczyno!- wrzasnął Natsu.
-Zróbmy sobie dzisiaj przerwę... Trenujemy od czwartej rano, a jest południe- poskarżyłam się zeskakując z drzewa. Różowowłosy zrobił zamyśloną minę.
-Nie- zaśmiał się chłopak. Odwróciłam się do niego plecami krzyżując ręce. Po chwili wpadłam na pomysł.  Podeszłam do chłopaka odpinając kilka guzików od koszuli i przytuliłam się do niego, który zaczął się rumienić.
-Natsu proszę, daj mi dziś wolne- powiedziałam słodkim głosem.
-No wiesz...-mruknął chłopak. Splotłam ręce na jego szyi i spojrzałam mu błagalnie w oczy. Na ten gest Salamander zrobił się trochę bardziej czerwony. Po chili wzrok Dragnella powędrował trochę niżej mojej twarzy, nastolatek zrobił się szkarłatny na twarzy.
-Więc?- naciskałam. Chłopak wyglądał jak by bił się z myślami.
-N-No dobrze- wydusił z siebie.
-Dzięki Natsu, jesteś super- powiedziałam i pocałowałam Smoczego Zabójce w policzek po czym pobiegłam w stronę domu.
Gdy tylko przekroczyłam próg wpadłam na Lucy.
-Hejka, gdzie pędzisz?-zapytała blondynka.
-Idę na palże, pójdziesz ze mną?- krzyknęłam z pokoju przebierając się w strój kąpielowy.
-Z miłą chęcią- Już po chwili byłyśmy w strojach kąpielowych i zmierzałyśmy na plażę. Okazało się, że byli tam także Erza, Gray, Juvia, Wendy i... Natsu. ~Co on tam robi, przecież chciał trenować~pomyślałam gdy tylko ujrzałam różową czuprynę chłopaka.
-Ohayo, minna!- powitałam się z przyjaciółmi.
-Cześć dziewczyny.
-Ohayo.
-Hejka!-powitali nas pozostali. Zaczęła się zabawa w wodzie, potem zrobiliśmy turniej siatkówki. Ja i Gray przeciwko Natsu i Lucy. Skończyliśmy grę remisując, ale każdy był zbyt zmęczony żeby kontynuować więc zaczęliśmy się opalać. Gdy mi się znudziło wstałam i ruszyłam w stronę lasu.
-Jo, a ty gdzie?!- krzyknął Natsu za moimi plecami. Stanęłam i odwróciłam się na pięcie.
-Nie mów tak na mnie zezolcu! idę na spacer- oznajmiłam i obrałam poprzedni kierunek.
Szłam w lesie rosnącym wzdłuż plaży, było tak cudownie. Lubiłam wszelkie krajobrazy i lasy, a tym bardziej takie malownicze. Po krótkim czasie doszłam do klifów i usiadłam na brzegu jednego z nich.~Jak przyjemnie...~ przemknęło mi w głowie gdy wpatrywałam się w słońce zachodzące za morzem. Usiadłam, zamknęłam oczy i zaczęłam wsłuchiwać się w szum fal. Po chwili poczułam jak ktoś łapie mnie w pasie.Wyrwałam się z objęć mężczyzny i stanęłam gotowa do odparcia ataku. Mężczyzna był wysoki i całkiem dobrze zbudowany. Miał krótkie blond włosy i brązowe oczy które przesłaniały ciemne, niebieskie okulary, a w ustach miał jakiś... patyczek? Wpatrywał się we mnie zaskoczony, ale po chwili uśmiechnął się.
-Nie spodziewałem się takiej reakcji po dziewczynie..- mruknął pod nosem.
-Co to miało znaczyć?- spytałam podirytowana. Chłopak uśmiechnął się i zaczął do mnie podchodzić. Cofnęłam się kilka kroków i wpadłam na drzewo, zaskoczona rozejrzałam się. Blondyn wykorzystał to i przygwoździł mnie do drzewa.
-Chciał bym się z tobą lepiej poznać- szepnął mi do ucha.
-A ja nie- Starałam się odepchnąć od siebie chłopaka, ale nie dałam rady.~Co teraz, co teraz?~zadawałam sobie pytanie. Brązowooki nachylił się chcąc mnie pocałować, lecz w jednej chwili ktoś położył rękę na jego ramieniu i pociągnął w tył.
-Zostaw ją- usłyszałam męski głos.
-Nie wtykaj nosa w nie swoje sprawy!- krzyknął rozwścieczony "zbok". Mój wybawiciel rzucił się na blondyna i szybkim ruchem go ogłuszył. Gdy w końcu dotarło do mnie co właśnie zaszło zmieżyłam wzrokiem mojego wybawce. Miał rozczochrane jasne włosy, niebieskie oczy, był dobrze zbudowany, wysoki... po prostu przystojny. Blondyn podszedł i kucnął przedemną.
-Nie ci nie jest?- zapytał uśmiechając się i pomagając mi wstać.
-Nie, nie nic mi nie jest- powiedziałam i dostrzegłam na jego ramieniu symbol gildii. - Kim jesteś?
-Sting Eucliffe z Sabertooth, a ty zapewne jesteś z Fairy Tail.
-Tak, Julie Youriziou- przedstawiłam się.-Dzięki za pomoc- powiedziałam i odwracając się na pięcie ruszyłam w stronę gildii.
-Ej, może cię odprowadzę. I tak muszę zrobić coś ty tym zboczeńcem- Sting przerzucając chłopaka przez ramię.
-No...dobra- westchnęłam. Eucliffe podszedł do mnie i zaczął wypytywać o różne rzeczy, a głównie o "pana Natsu".
-Na razie- pożegnał mnie gdy doszliśmy do gildii.
-No, pa- powiedziałam i ruszyłam do środka. Szybko wykonałam podmianę i poszukałam wzrokiem Lucy i Natsu.
-Cześć Jo, gdzie byłaś?- zapytał Salamander gdy tylko podeszłam do stołu.
-Hejka, nawet nie wiecie co mnie spotkało- oznajmiłam i zaczęłam opowiadać co mi się przydarzyło.

Hejka! No i w końcu nowy rozdział.
Sorki, że taki krótki, ale nie mam weny.
Postaram się aby pozostałe rozdziały były dłuższe,
ale nic nie obiecuję.
Ulqliora.

piątek, 20 lutego 2015

Rozdział 5 "Nie ma jak w domu"

Gdy płynęliśmy statkiem Natsu kilka razy musiał wychylić się za burtę, a Julie siedziała na dziobie i robiła coś z telefonem. Usiadłam obok niej i szturchnęłam lekko w ramie.
-Co robisz?- zapytałam.
-Ah, Lucy. Nic takiego tylko słucham muzyki- wytłumaczyła dziewczyna wyciągając coś z ucha.-Słuchawki pozwalają na słuchanie muzyki tylko osobie, która je nosi. Nie macie takich?
-Nie...-westchnęłam.
-No to zobacz- powiedziała dziewczyna wkładając mi słuchawkę do ucha, a po chwili usłyszałam muzykę.
-Fajne, a pokażesz mi jakieś zdjęcia?
-Jasne, czemu nie?
Dziewczyna pokazała mi zdjęcia swojej przyjaciółki, kota, zwierząt, rożnych krajobrazów aż w końcu doszłyśmy do srebrnowłosego chłopaka przypominającego Natsu.
-Haru? -zapytałam.
-Nie, to Liam mój... przyjaciel.
-Aaa, coś tu się święci- zaśmiałam się, ale szatynka posmutniała.
-Umarł kilka lat temu.
-Przepraszam, nie wiedziałam- pogłaskałam niebieskooką po ramieniu i zostawiłam samą.

Natsu

-D-Długo jeszcze?- jęknąłem leżąc na ziemi.
-Nie moja wina, że masz chorobę lokomocyjną- zaśmiał się Gray. - Nie martw się Natsu, jeszcze tylko godzina, góra dwie.
-Cooo?
-Wiesz zawsze możesz popłynąć zam.
-Nie d-dzięki- leżałem tak na pokładzie gdy w pewnej chwili poczułem nieznośny ból w ramieniu.
-To powinno pomóc- powiedziała Jo i wyciągnęła strzykawkę z mojego ramienia.
-Ała, ała, ała, ała, ała- jęczałem kulając się z bólu.
-Przestań się zachowywać jak dziecko Natsu- skarciła mnie Erza więc usiadłem spokojnie. Po chwili dotarło do mnie, że nie doskwiera mi już choroba lokomocyjna.
-Wow, jak to zrobiłaś?- zapytałem Julie, a to wzruszyła ramionami.
-To zwykłe lekarstwo.
-SUPER!!!- krzyknąłem i zacząłem szaleć. Biegałem po pokładzie, maszcie, żaglach dopuki nie złapała mnie Erza.
-Ogarnij się!- krzyknęła rzucając mną o maszt (dobrze, że się nie złamał :D). -I masz tam siedzieć dopóki ne dopłyniemy do Magnolii.
-Hai- powiedziałem i posłusznie usiadłem przy maszcie.~Głupia Erza...~pomyślałem.
Dalszą część drogi przesiedziałem. I na co leki gdy się siedzi? Nie dość, że samo siedzenie jest nudne Erza nie kazała mi się nawet odzywać. Co z nią jest nie tak?! Co złego jest w pogawędce?!Dobra mniejsza z tym... Gdy dopłynęliśmy do Hargeonu ruszyliśmy do Magnolii i do Fairy Tail. Muszę przyznać, że nasza gildia robi niezłe wrażenie, a przynajmniej zrobiła je na Jo.



















Dziewczyna rozglądała się po budynku, najwyraźniej przypadł jej do gustu.
-Chodźmy do dziadka cię przedstawić- powiedziałem łapiąc szatynkę za nadgarstek, po czym podbiegłem z nią do baru, ale dziadka tam nie było.
-Hej Mira, gdzie jest mistrz?- zapytałem białowłosą.
-Witaj Natsu, mistrz jest na piętrze- wyjaśniła.
-Dzięki Mira.

Julie

Salamander zaciągnął mnie na piętro gdzie siedział mały staruszek.
-Cześć dziadku!- powitał staruszka Natsu.
-Yo ludzie, a to kto?- zapytał staruszek mierząc mnie wzrokiem.
-Nasz nowy mag.
-Nowy mag powiadasz. Jak cię zwą pannico?
-Julie Yourizirou- odpowiedziałam.
-Jestem Macarov Dreyar mistrz Fairy Tail, witaj w naszej rodzinie- rzucił wesoło staruszek.
-Rodzinie?
-Jasne, wszyscy jesteśmy jak jasne wielka rodzina, spodoba ci się u nas Jo- powiedział wesoło Natsu.
-Miałeś tak na mnie nie mówić!-wyzwałam chłopaka.
-Chodź, chodź zrobimy ci stempelek- zaśmiał się różowowłosy ciągnąc mnie za rękę, tym razem do baru.
-Mira, zrób jej znamię gildii- powiedział Natsu i gdzieś pobiegł.
-Najpierw wszędzie mnie za sobą ciągnie, a teraz zostawia. Co z typ...- westchnęłam.
-Taki już urok naszego Natsu, zawsze w ruchu- wytłumaczyła białowłosa.- Jestem Mirajane, a ty?
-Julie.
-Więc znamię.... jaki kolor?
-Hmm.. może czarny.
-A gdzie?- zapytała Mira, a ja podstawiłam jej prawe ramię i podciągnęłam rękaw.
-Tutaj.
-O, proszę. Witaj w naszej gildii Julie.
-Dzięki Mira- podziękowałam i zaczęłam szukać Natsu lub Lucy. Dwójka siedziała kilka stołów ode mnie. Od razu gdy ich zobaczyłam ruszyłam w tamtą stronę.
-Yo Jo!-powiedział żartobliwie Natsu.
-My się już witaliśmy i miałeś tak nie mówić- westchnęłam siadając obok blondynki. Dziewczyna zaproponowała mi tymczasowe dołączenie do ich grupy, na co oczywiście się zgodziłam. Potem omawialiśmy misję, którą wybrał Natsu.
Po pewnym czasie rozmów Lucy zapytała.
-A gdzie ty będziesz mieszkać?
-Oj...Nie pomyślałam o tym- westchnęłam i zaczęłam rozmyślać.- A mogę u ciebie.
-Jasne, ale tylko przez jakiś czas.
-Dziękuje Lucy.

Lucy

Po pogawędkach w gildii poszłam z Julie do domu, pokazałam pokój (na szczęście miałam jeszcze jeden), i zrobiłam herbatę.
-Poczytała bym coś...- westchnęłam.
-Mam niezły pomysł- powiedziała niebieskooka i pobiegła do swojego pokoju, a po chwili przybiegła z laptopem.
-Wzięłaś laptopa?
-No jasne, i mam jakieś filmy.... O ten będzie dobry. Masz popcorn?-zapytała nastolatka pisząc coś na klawiaturze.
-Chyba...- Poszłam do kuchni i zaczęłam grzebać po szafkach. W końcu znalazłam i wróciłam do szatynki. Ta nadal grzebała coś przy urządzeniu.-Co robisz?- zapytałam. Dziewczyna tylko machnęła ręką i włączyła film. Rozsiadłyśmy się na kanapie i zaczęłyśmy oglądać zajadając przy tym popcorn.
Oglądanie filmów tak nas wciągnęło, że nawet nie zauważyłyśmy jak na dworze zrobiło się ciemno. Oglądałyśmy film za filmem, nawet brak popcornu nam nie przeszkadzał. W pewnej chwili poczułam lekki nocny powiew wiatru, a po plecach przebiegł mi dreszcz.
-Yo dziewczyny, co porabiacie?- zapytał Salamander zamykając okno. Zrezygnowałam z wyzwania go za naganne zachowanie i westchnęłam bezsilnie. ~Czy on musi tak zawsze?~ zadawałam sobie pytanie.
-Oglądamy filmy. Chcesz się przyłączyć?- z chmur wyrwał mnie głos Julie.
-Brzmi ciekawie- zaśmiał się różowowłosy i osiadł pomiędzy mną, a szatynką. Tym razem dziewczyna puściła film o zupełnie innej tematyce. Poprzednie były fantasy i romanse, to co puściła teraz nazwała komedia romantyczną. Z początku to do mnie nie przemawiało, a pozostała dwójka kulała się ze śmiechu. Po pewnym czasie śmiałam się razem z nimi. Filmy były przezabawne, Yourizirou idealnie dobierała filmy tak aby każdemu się podobały. Oglądaliśmy filmy do późnej nocy i nawet się nie spostrzegłam, kiedy zasnęłam.
(RANKIEM)
Ciepło, miło, byłam w coś mocno wtulona. Nie! Byłam w kogoś wtulona. Otworzyłam oczy i prawie spadłam z kanapy. Tak jak oglądaliśmy filmy tak i zasnęliśmy.~PRZYTULAŁAM SIĘ DO NATSU PRZEZ CAŁĄ NOC?!~ pomyślałam i wrzasnęłam przerażona prawdopodobieństwem. Julie zerwała się, chwilę jej zajęło skojarzenie faktów, a gdy w końcu prawda do niej dotarła zaczęła się kulać ze śmiechu na podłodze. Pomimo tego gwaru wywołanego przeze mnie i szatynkę, Natsu cały czas smacznie spał.
Nastolatka uspokoiła się i usiadła przy laptopie.
-Uuu...-westchnęła klikając coś na klawiaturze.
-Co się stało?- zapytałam odrywając myśli od Salamandra. Dziewczyna wyłączyła laptopa i odwróciła się w moją stronę.
-Natsu wczoraj oglądał filmy. No to, że z nami to każdy wie, ale gdy zasnęłyśmy on nadal oglądał tylko sam- wytłumaczyła spoglądając na śpiącego.
-To dlatego nadal śpi...- westchnęłam i poszłam się przebrać.

Julie

 ~Mam nadzieje, że ten chłopak nie będzie spał zbyt długo. Chciałam żeby mnie nauczył posługiwać się magią~ pomyślałam przeczesując włosy. Gdy płynęliśmy do Magnolii Erza nauczyła mnie kożystać z podmiany więc przebieranie szło szybko, ale chciałam nauczyć się magii Smoczego Zabójcy. W Fairy Tail było ich aż czterech. Laxus, Wendy, Gajeel i Natsu. To dużo,ale i tak chciałam należeć do tej grupy (taki kaprys XD).
Gdy już byłam gotowa wyszłam ze swojego pokoju i poszłam pomóc Lucy z przygotowaniem śniadania. Zrobiłyśmy kanapki i herbatę, akurat kiedy skończyłyśmy obudził się Natsu, ten to ma wyczucie czasu.
-Ohayo..-powiedział Salamander ziewając.
-Ohayo, ohayo Natsu- powitałam chłopaka i położyłam posiłek na stół.

Siemanko ludziska. W końcu skończyłam rozdział.
Mama nadzieje, że się spodobał
no chyba, że się nie spodobał to...
Eh, co mi tam nie będę się nad sobą użalać.
 Jeśli ktoś ma jakieś zarzuty,
albo pomysłu co do dalszej histori.
Proszę pisać w komentarzach.