Cześć! Jestem
Julia. Mam ci do opowiedzenia pewną historie i myślę, że ci się spodoba.
Zaczęło się od
wycieczki w góry. Ja, moja przyjaciółka Sophie i nasze rodzeństwo Jack i Amy powędrowaliśmy nad Świetliste Góry. Sophie miała
18 lat, a ja niestety byłam od niej o rok młodsza … pff. Przynajmniej mogliśmy
jechać bez rodziców.
Pierwszego dnia zakwaterowaliśmy się w hotelu, a potem
zwiedzaliśmy miasto. Zrobiłyśmy z Sophie małe zakupy … ciuszki, buty do
wspinaczki górskiej i takie tam.
Po śniadaniu (następnego dnia) spakowaliśmy się i poszliśmy
na wycieczkę w góry. Dołączyliśmy do innych turystów i maszerowaliśmy gęsiego w
górę. Wędrowaliśmy wyżej i wyżej. Po jakiejś godzinie marszu zaczęło mi się
nudzić, a nogi zaczynały nieznośnie boleć.
-Kurcze ,ale nuda -
westchnęłam
-To ty zaproponowałaś wycieczkę w góry- powiedziała Su.
-Dzieciaki tez chciały- poskarżyłam się. Zaczęła mi się
nudzić ta cała wędrówka. Przewodnik o niczym nie opowiadał, a postoje robiliśmy
tylko na siusiu. W pewnej chwili dostrzegłam cień między krzakami.
-„Co to?”- zapytałam
się w myślach. Przyglądałam się chwile i krzyknęłam w myślach. –„Jaskinia!”- zaczęłam myśleć jak się
wymknąć tak by nikt tego nie zauważył. W tej chwili usłyszałam wybuch.
-Co to było?!- zawołały dzieci, a Sophie krzyknęła.
-LAWINA! - wszyscy zaczęli uciekać. Złapałam moją małą
gromadkę i zaciągnęłam do jaskini. Zauważyłam także, że inni do niej pobiegli.
-„No cóż, w grupie
raźniej” - pomyślałam.
Tunel wyglądał wręcz magicznie. Porastał go kwitnący
bluszcz, koło którego latały świetliki. Po jakiś 10 minutach wyszliśmy na
światło dzienne, ą gdy moje oczy przyzwyczaiły się do światła zaparło mi dech w
piersi. Szliśmy leśna drużką, nad którą co jakiś czas stały kamienne mosty
porośnięte bluszczem. Po bokach Ścieszki rosły najróżniejsze kwiaty i rośliny,
których nigdy przedtem nie widziałam.
-Postój! - krzyknął ktoś przede mną i wszyscy zaczęli
rozkładać koce piknikowe i wyjmować jedzenie. Moją szczególną uwagę przykuła polana różowych kwiatów. Były
one wysokie i duże, ale… wśród nich dostrzegłam jakieś różowe ... liście, albo
igły? Chciałam ich dotknąć, ale usłyszałam znajomy głos.
-Julia, chodź do nas na piknik! – krzyczała Su.
-Już idę!- zawołałam i pobiegłam do przyjaciół.
*
-CO?!Jak to „musimy wracać”? – pytał Happy. Kotek był bardzo
nieszczęśliwy bo nie dość, że zostali teleportowani to jeszcze jego przyjaciel
pokłócił się z członkiem grupy. Co skończyło się oczywiście bijatyką i obaj
spadli, ponieważ nie uważali walcząc w górach, a jakby tego było mało to
wywołali lawinę i wystraszyli turystów. Nie ma co, normalnie „super dzień.”
-Gdyby ten głupek nie wszczynał bójek nic by się nie stało,
a teraz oboje jeżą gdzieś w górach!
-Gray ma racje, wrócą sami - Erza była nieugięta, już
chciała wracać gdy Lucy zawołała.
-Patrzcie! To Natsu! Tam w tych kwiatach!
-Chodźmy po niego- Zaproponował Happy, ale Gray i Erza nie
wydali się zachwyceni pomysłem. Lucy to zauważyła i wpadł jej do głowy pewien
pomysł.
-Szkoda, bo w jego okolicy są pikniki- oczy Erzy zabłysły.
Gdy zeszli na polane Virgo (gwiezdny duch i przyjaciółka Lucy) wykopała duł w którym schowała się gromadka.
- Happy idź po Natsu - powiedziała Lucy.
- Dlaczego ja ?- zapytał niebieski kot, a blond włosa wytłumaczyła.
- Bo jesteś najmniejszy.
- Ehh... No dobrze idę - i ruszył w stronę chłopaka leżącego w kwiatach. -Natsu!- krzyknął trzęsąc chłopakiem. -Natsu, obudź się!
No i mamy pierwszy rozdział, a to dopiero początek.
Mam nadzieje, ze si podobało.
Ulqliora.
Mam nadzieje, ze si podobało.
Ulqliora.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz