wtorek, 13 stycznia 2015

Rozdział 1 "Wszystko ma swój początek"



      Cześć! Jestem Julia. Mam ci do opowiedzenia pewną historie i myślę, że ci się spodoba.
      Zaczęło się od wycieczki w góry. Ja, moja przyjaciółka Sophie i nasze rodzeństwo  Jack i Amy powędrowaliśmy nad Świetliste Góry. Sophie miała 18 lat, a ja niestety byłam od niej o rok młodsza … pff. Przynajmniej mogliśmy jechać bez rodziców.
Pierwszego dnia zakwaterowaliśmy się w hotelu, a potem zwiedzaliśmy miasto. Zrobiłyśmy z Sophie małe zakupy … ciuszki, buty do wspinaczki górskiej i takie tam.

Po śniadaniu (następnego dnia) spakowaliśmy się i poszliśmy na wycieczkę w góry. Dołączyliśmy do innych turystów i maszerowaliśmy gęsiego w górę. Wędrowaliśmy wyżej i wyżej. Po jakiejś godzinie marszu zaczęło mi się nudzić, a nogi zaczynały nieznośnie boleć.
-Kurcze ,ale nuda - westchnęłam
-To ty zaproponowałaś wycieczkę w góry- powiedziała Su.
-Dzieciaki tez chciały- poskarżyłam się. Zaczęła mi się nudzić ta cała wędrówka. Przewodnik o niczym nie opowiadał, a postoje robiliśmy tylko na siusiu. W pewnej chwili dostrzegłam cień między krzakami.
-„Co to?”- zapytałam się w myślach. Przyglądałam się chwile i krzyknęłam w myślach. –„Jaskinia!”- zaczęłam myśleć jak się wymknąć tak by nikt tego nie zauważył. W tej chwili usłyszałam wybuch.
-Co to było?!- zawołały dzieci, a Sophie krzyknęła.
-LAWINA! - wszyscy zaczęli uciekać. Złapałam moją małą gromadkę i zaciągnęłam do jaskini. Zauważyłam także, że inni do niej pobiegli.
-„No cóż, w grupie raźniej” - pomyślałam.
Tunel wyglądał wręcz magicznie. Porastał go kwitnący bluszcz, koło którego latały świetliki. Po jakiś 10 minutach wyszliśmy na światło dzienne, ą gdy moje oczy przyzwyczaiły się do światła zaparło mi dech w piersi. Szliśmy leśna drużką, nad którą co jakiś czas stały kamienne mosty porośnięte bluszczem. Po bokach Ścieszki rosły najróżniejsze kwiaty i rośliny, których nigdy przedtem nie widziałam.
-Postój! - krzyknął ktoś przede mną i wszyscy zaczęli rozkładać koce piknikowe i wyjmować jedzenie. Moją szczególną uwagę przykuła polana różowych kwiatów. Były one wysokie i duże, ale… wśród nich dostrzegłam jakieś różowe ... liście, albo igły? Chciałam ich dotknąć, ale usłyszałam znajomy głos.
-Julia, chodź do nas na piknik! – krzyczała Su.
-Już idę!- zawołałam i pobiegłam do przyjaciół.

*


-CO?!Jak to „musimy wracać”? – pytał Happy. Kotek był bardzo nieszczęśliwy bo nie dość, że zostali teleportowani to jeszcze jego przyjaciel pokłócił się z członkiem grupy. Co skończyło się oczywiście bijatyką i obaj spadli, ponieważ nie uważali walcząc w górach, a jakby tego było mało to wywołali lawinę i wystraszyli turystów. Nie ma co, normalnie „super dzień.”
-Gdyby ten głupek nie wszczynał bójek nic by się nie stało, a teraz oboje jeżą gdzieś w górach!
-Gray ma racje, wrócą sami - Erza była nieugięta, już chciała wracać gdy Lucy zawołała.
-Patrzcie! To Natsu! Tam w tych kwiatach!
-Chodźmy po niego- Zaproponował Happy, ale Gray i Erza nie wydali się zachwyceni pomysłem. Lucy to zauważyła i wpadł jej do głowy pewien pomysł.
-Szkoda, bo w jego okolicy są pikniki- oczy Erzy zabłysły.
-Idziemy- rozkazała i cała gromada ruszyła w stronę różowo włosego. Było wiadomo, że szkarłatno włosa w jak najszybszym tempie pójdzie po (przy okazji) po Natsu by podglądać pikniki. Ona je uwielbia.
Gdy zeszli na polane Virgo (gwiezdny duch i przyjaciółka Lucy) wykopała duł w którym schowała się gromadka.
- Happy idź po Natsu - powiedziała Lucy.
- Dlaczego ja ?- zapytał niebieski kot, a blond włosa wytłumaczyła.
- Bo jesteś najmniejszy.
- Ehh... No dobrze idę - i ruszył w stronę chłopaka leżącego w kwiatach. -Natsu!- krzyknął trzęsąc chłopakiem. -Natsu, obudź się!






 No i mamy pierwszy rozdział, a to dopiero początek.
Mam nadzieje, ze si podobało.
Ulqliora. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz